Leniuchowanie to strata czasu

Leniuchowanie to strata czasu

Każdy potrzebuje relaksu i odpoczynku, zwłaszcza po dniu wypełnionym pracą i obowiązkami. Relaks kojarzy się z czynnościami przyjemnymi, które pomagają się odstresować, a takie czynności dostępne na wyciągnięcie ręki to z reguły oglądanie telewizji, granie na komputerze, surfowanie po sieci, itp. Nie ma niczego złego w oglądaniu ulubionego serialu, zwłaszcza jeśli ma się za sobą produktywny dzień. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie – jaka jest optymalna ilość czasu spędzonego dziennie na leniuchowaniu i kiedy tą ilość się przekracza, przez co zaczyna się marnować czas, który powinno się poświęcić na coś innego. Powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas popełnia ten błąd.

Za dużo relaksu

Nigdy nie stanę przed lustrem i nie powiem, że nie marnuję czasu na głupoty, ponieważ marnuję – i robię to, niestety, zbyt często niż bym sobie tego życzył. Po pracy lubię usiąść przed komputerem i rozegrać jedną albo dwie misje w swojej ulubionej grze lub obejrzeć jeden odcinek serialu. Problem polega jednak na tym, że z dwóch misji robi się pięć, a z jednego odcinka robią się trzy. W ten sposób na zabawie spędzam czasem całą resztę dnia, często zaniedbując obowiązki domowe lub naukę. A kiedy przychodzi weekend? Jest jeszcze gorzej. Co masz do zrobienia dzisiaj, zrób pojutrze? Jest to zła metoda, jedna z najgorszych, jakie można stosować, ponieważ w zamian za dwa dni wolnego daje nam kilka kolejnych wypełnionych intensywną pracą na najwyższych obrotach i stresem. Niepotrzebnie. I znowu muszę się przyznać – zdarza mi się do takiej sytuacji doprowadzić.

Na przykład w sobotę rano siadam do komputera – mam kilka tekstów do napisania. Ale zamiast odpalić nowy arkusz i zacząć pisać, uruchamiam na chwilę nową grę, którą pożyczyłem od kolegi. Gra jest bardzo wciągająca i nawet nie zauważam, kiedy z poranka robi się popołudnie, później wieczór, aż w końcu dochodzę do wniosku, że przecież jutro też jest dzień – jutro napiszę teksty. Ale następny dzień przynosi kolejne pokusy, jak chociażby kawę ze znajomymi, kino lub po prostu dobry film w telewizji, po którym leci kolejny – co z tego, że już go widziałem, chętnie obejrzę jeszcze raz (każda wymówka jest dobra). Finał takiego obijania się jest taki, że wolne popołudnia w ciągu tygodnia spędzam na nadrabianiu zaległości z pracy lub szkoły i chodzę zmęczony, bo nie mam czasu na odpoczynek.

Pułapek, które skutecznie odciągają nas od obowiązków jest bardzo wiele. Wymienione już seriale, gry wideo i witryny internetowe, na których przeglądanie można poświęcić nawet kilka godzin dziennie, to tylko wierzchołek góry lodowej. Czas, który poświęcamy na głupoty, możemy wykorzystać na wiele innych sposobów, które mogą efektywnie wpłynąć na nasze życie – w przeciwieństwie do bezproduktywnych form spędzania czasu, które owszem, pozwalają się zrelaksować, ale w zbyt dużej dawce powstrzymują nasz rozwój. Tak – rozwój.

Nie stój w miejscu

Czas zmarnowany w ten czy inny sposób, można przecież wykorzystać na rozwijanie samego siebie lub pomoc innym. Możemy np. poświęcić godzinkę lub dwie dziennie na doskonalenie się w zawodzie, zapisać się na kurs językowy lub zacząć uczyć jakiejś nowej umiejętności – chociażby grania na instrumencie (może nie będzie to pierwszy krok w światowej karierze, ale na pewno pomoże w samorozwoju i pozwoli zabłysnąć w towarzystwie). Wolne popołudnie to również dobry moment, żeby zadbać o swoje zdrowie – długi spacer albo godzina ćwiczeń poprawią nie tylko nasze zdrowie, ale również samopoczucie.

Tak więc każda kolejna minuta spędzona na rozwoju przyniesie nam profity, jeżeli nie finansowe (np. w postaci lepszego stanowiska znalezionego po nauczeniu się dodatkowego języka) to zdrowotne lub towarzyskie. Oczywiście rozmowa o ostatnio obejrzanym filmie lub przeczytanej powieści detektywistycznej również wnoszą wiele do towarzyskiej konwersacji, ale to nie to samo co zabawienie znajomych grą na gitarze, prawda?

Przygotuj plan dnia

Cała sztuka polega na tym, żeby potrafić zorganizować sobie czas tak, żeby wykorzystać go jak najbardziej produktywnie, jednocześnie mając część tego czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Dobrym sposobem gospodarowania czasem jest rozpisanie planu dnia. Rozdzielenie czasu wolnego, dostępnego po szkole lub pracy, na kilka segmentów poświęconych różnym zajęciom. I owszem, jeden z tych segmentów musi być czasem tylko i wyłącznie przeznaczonym na relaks, ale musimy pamiętać o tym, żeby nie zabierał 90 procent całości. Taki sam plan powinniśmy przygotować na weekend, jeżeli wiemy, że w jego trakcie będziemy mieli kilka spraw do załatwienia.

Tabelka lub plan dnia może wydawać się niektórym lekką przesadą, jednak takie podejście do gospodarowania czasem naprawdę działa. Bez planu często zdarza się nam zapomnieć o ważnych sprawach lub zajmować się sprawami o mniejszym priorytecie, często gubiąc cenne minuty na głupoty, które w międzyczasie nas rozpraszają.

Znowu posłużę się swoim przykładem – W trakcie przygotowywania zdjęć do druku kolega przesyła mi przez komunikator link do śmiesznego zdjęcia. Oczywiście bez zastanowienia wchodzę w ten link i płaczę ze śmiechu wpatrując się w fotkę. Sęk w tym, że obok niej są miniaturki kolejnych, które przeglądam jedną po drugiej i tracę na to jakieś 15 minut, podczas których mógłbym spokojnie przygotować zdjęcia. Śmieszne fotografie tak mnie rozpraszają, że dochodzę do wniosku, że chyba czas na przerwę – przygotowuję kawę i siadam przed telewizorem, który skutecznie zjada minimum pół godziny mojego czasu. Później telefonuję do koleżanki, żeby opowiedzieć jej o właśnie obejrzanym serialu, a czas cały czas leci. Nagle okazuje się, że minęło mnóstwo czasu, a ja dalej nie zrobiłem tego, co miałem do zrobienia – prawdopodobnie odłożę to na jutro lub będę pracował w nocy, ponieważ teraz już nic mi się nie chce. Gdybym przygotował plan dnia, wiedziałbym, że muszę do godziny 17 przygotować zdjęcia, ponieważ od 17 do 18 muszę poczytać książę na egzamin, a następnie iść wstawić pranie. Trzymając się planu i tak miałbym czas wolny pod wieczór, a zrobiłbym trzy czynności zamiast robić jedną do połowy.