Uciekające pieniądze, które da się zatrzymać

Uciekające pieniądze, które da się zatrzymać

Postanowiłem napisać krótki artykuł podsumowujący kilka poruszonych przeze mnie wcześniej kwestii oraz dodający kilka nowych, równie ważnych, dotyczących oszczędzania pieniędzy. A właściwie – tracenia pieniędzy i sposobów na odwrócenie takiego stanu rzeczy.

Wiesz, że chcesz oszczędzać, ale mimo wszystko pieniędzy nieustannie ubywa. Nie wiesz jak to się dzieje – przyjrzyjmy się zatem kiedy uciekają nam pieniądze:

Kiedy marnujemy energię

Mam tu na myśli energię elektryczną, ogrzewanie i wodę w jednym. Pisaliśmy już o oszczędzaniu w domu, ale często zdarza się każdemu z nas zaniedbać te sprawy. Kiedy grzejemy pomieszczenia, z których aktualnie nie korzystamy, lejemy wodę pod prysznicem przez pół godziny albo zostawiamy zapalone za dużo świateł w mieszkaniu, nie rozmrażamy odpowiednio często lodówki. Wszystkie te sytuacje to doskonałe momenty dla naszych pieniędzy, które korzystając z okazji wyskakują z naszych portfeli i kont bankowych i lecą opłacić wysokie rachunki, których mogliśmy uniknąć.

Wydaje się, że każda z tych rzeczy z osobna, np. zapalona dodatkowa lampka, nie zabiera dużo energii. Jednak w grupie siła – połączone okazują się być bardzo efektywnym pożeraczem naszych pieniędzy. Żeby zaoszczędzić, musimy zastosować metodę odwrotną – pilnować tych drobnostek, każdej po kolei, żeby pod koniec miesiąca suma oszczędzonych pieniędzy okazała się równie spora, jak do tej pory dodatkowa suma, którą oddawaliśmy na rachunki.

Kiedy dajemy się ponieść chwili podczas zakupów

Lista zakupów to potężna broń, bez której jesteśmy w sklepie, a zwłaszcza w supermarketach, praktycznie bezbronni. Wchodząc do dużego sklepu bez przygotowania (a więc kiedy nie wiemy co chcemy kupić, co jest nam potrzebne) narażamy się na atak ze strony wszechobecnych promocji i pięknie opakowanych produktów krzyczących do nas „masz na mnie ochotę”. Takie nieprzygotowanie owocuje najczęściej koszykiem wypchanym po brzegi produktami, bez których spokojnie moglibyśmy się obejść.

Przy kasie zaś mówimy sobie, że ten lub tamten przysmak warto spróbować i raz na jakiś czas możemy zaszaleć, ale nie zauważamy nawet kiedy „szalejemy” za każdym razem, narażając domowy budżet na kolejne wydatki. Lista zakupów oraz powiedzenie sobie, że celem zakupów są jedynie produkty najpotrzebniejsze, są jedyną obroną w takiej sytuacji – zwłaszcza jeżeli zależy nam na oszczędzaniu (w końcu na żywność wydaje się w ciągu miesiąca najwięcej).

Kiedy marnujemy jedzenie

Często kupujemy za dużo jedzenia, które szybko traci ważności i którego nie jesteśmy w stanie zjeść do tej pory. Dużo rodzin gotuje również z nadwyżką, która później jest nie zjadana. Taka nadwyżka leży jakiś czas w lodówce tylko po to, żeby być później wyrzuconą. Dlatego warto zastanowić się przed każdym zakupem i każdym gotowaniem, ile jedzenia jest nam tak naprawdę potrzebne. Zawsze lepiej wybrać się do sklepu po raz drugi, niż wyrzucać jedzenie (i pieniądze) do śmietnika.

Kiedy za często jemy „na mieście”

Jedzenie w biegu, zwłaszcza kiedy gdzieś się spieszymy (a przecież człowiek całe życie się spieszy) jest rozwiązaniem, po które bardzo często sięgamy. Rano, kiedy idziemy do pracy, w przerwie obiadowej i po południu, po pracy – zwłaszcza jeżeli mamy coś jeszcze do załatwienia i nie idziemy prosto do domu – zatrzymujemy się po jedzenie fast food, kawę albo paczkę chipsów z automatu, która teoretycznie pozwoli zaspokoić nasz głód.

Nie ma niczego złego w jedzeniu na mieście lub zakupie przekąski, na którą ma się ochotę, pod warunkiem, że nie robimy tego za często. A niestety, bardzo szybko wchodzi nam w krew metoda „jedzenia na mieście” i w ten sposób co chwilę przeznaczamy pieniądze na drobne wydatki, które w sumie dają całkiem spory koszt - idąc rano do pracy kupujemy gotową kanapkę w lokalnym sklepiku, a w ramach obiadu zatrzymujemy się w sklepie typu fast food – na hot-doga i frytki.

Kiedy pod koniec miesiąca podsumujemy ile łącznie wydaliśmy na jedzenie w biegu, okaże się, że całkiem sporą część całego budżetu. A przecież wystarczy poświęcić chwilę czasu wieczorem, żeby przygotować kanapki i przekąski do pracy, zrobić jakąś „przenośną” sałatkę albo nawet obiad, który można sobie odgrzać w pracy.

Kiedy poprawiamy sobie humor przez kupowanie

Wiem, że opisywałem już ten temat, jak również inne, które dzisiaj opisuję, ale uważam, że warto do niego wrócić. Dlaczego? Ponieważ dalej popełniamy ten błąd. Prawie wszyscy.

Kupowanie w ramach poprawy nastroju (wbrew powszechnej opinii równie dobrze znane również mężczyznom) to pułapka bez wyjścia. Brak pieniędzy doprowadza do złego nastroju, więc jakikolwiek przypływ gotówki owocuje chęcią wydania jej w celu sprawienia sobie przyjemności. Temu zjawisku zazwyczaj towarzyszy przeświadczenie, że „skoro mam mało pieniędzy i nie stać mnie na kaprysy każdego dnia, to skoro teraz mam przy sobie gotówkę, mogę zaszaleć”. Problem polega na tym, że zbyt częste „szalenie” - kiedy mieliśmy zły dzień w pracy, pokłóciliśmy się ze współmałżonkiem lub po prostu nie najlepiej się czujemy – to świetna okazja do ucieczki dla naszych pieniędzy.

Oczywiście nasze samopoczucie jest bardzo ważne, dlatego musimy poznać nasze małe przyjemności, którymi będziemy potrafili poprawiać sobie na co dzień humor, bez konieczności inwestowania w nie pieniędzy.

Kiedy nie płacimy rachunków na czas

Jednorazowa „obsuwa” z płatnościami nie jest jeszcze tragedią, ale jeżeli często spóźniamy się z płaceniem rachunków, w skali rocznej odsetki okazują się dość dużym wydatkiem. Dlatego warto pilnować terminów i w miarę możliwości opłacać rachunki na czas – po co samemu skazywać się na dodatkowe opłaty, jeżeli można ich uniknąć, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na coś innego.

Kiedy przepłacamy za usługi, z których nie korzystamy

W dzisiejszych czasach promocje, kuszące swoją ofertą abonamenty i różnego rodzaju dodatki, które tylko teoretycznie są darmowe, to coś na co napotykamy się na każdym kroku. I często dajemy się na taki haczyk złapać, mimo że nie są to rzeczy niezbędne. Czasami dajemy się nawet złapać na kilka takich haczyków.

Pakiet telewizyjny z dziesiątkami kanałów, których i tak nie będziemy oglądać, bardzo szybkie łącze internetowe, którego przepustowości nie jesteśmy w stanie wykorzystać, czy abonament na komórkę z taką ilością darmowych minut, których nie wydzwonimy. Ofert i abonamentów jest wiele, ale musimy pamiętać, że tak naprawdę i tak płacimy za wszystko co jest darmowe lub dodatkowe. Dlatego musimy sami siebie zapytać – czy naprawdę tego wszystkiego potrzebujemy?

Odpowiedź jest prosta – nie. Dlatego, jeżeli chcemy powstrzymać pieniądze uciekające z naszych portfeli, powinniśmy ograniczyć wszystkie dodatkowe funkcje i abonamenty, które nie są nam potrzebne.

I na koniec

Miało być krótko, ale trochę się rozpisałem. Wiem, że o większości tych tematów już pisałem, wiem też, że dla wielu czytelników te rzeczy są oczywiste. Mimo wszystko warto raz na jakiś czas o nich wspomnieć, żeby zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, czy przypadkiem nie dajemy naszym pieniądzom w taki sposób uciekać? I jeśli tak jest, zacznijmy nasze pieniążki łapać, zanim wszystkie uciekną.

Jeżeli przychodzą Wam do głowy inne przykłady uciekających pieniędzy, piszcie!